poniedziałek, 17 czerwca 2013

rozdział V

                                                

                                            V   

    Po wstrzymując łzy uciekłam do łazienki. 
- Co za świnia! - myślałam siedząc w jednej z kabin toalety. 
- Co za dureń! Jak on mógł mi to zrobić? Nie chcę go już znać!- myślałam że zaraz wykrzyczę te słowa, ale zamiast tego zaczęłam mocniej płakać. 
- Halo, jest tam kto? - usłyszałam ciepły kobiecy głos. 
Odpowiedziałam jej ciszą.
- Czy mogła bym jakoś pomóc? - nie dawała za wygraną. 
- Nie nie trzeba ale dziękuję. - zebrałam się do kupy i wyszłam z kabiny. 
- A mi się wydaję że jednak mogę. A tak na marginesie to jestem  Marina a ty? 
- Julia - opowiedziałam bez entuzjazmu podnosząc się z nad umywalki. 
Teraz ją ujrzałam. Była to bardzo szczupła kobieta o krótkich blond włosach,niebieskich oczach a ze stroju przypominała lekko hipiskę. 
Jasno różowa bluzka na krótki rękaw włożona była do długiej spódnicy w kwiaty. 
- A ty kto psycholog?!- rzuciłam ostro. 
- Po nie kąt. Z wykształcenia jestem psychologiem a na co dzień prowadzę restauracyjkę. - widać było że moja odzywka jej nie zniechęciła. 
- To co, teraz powiesz mi co się wydarzyło? 
- Nie, przestań nie będę na ciebie zwalać moich problemów. - odmówiłam. 
Marina usiadła na umywalce i z lekkim uśmiechem na twarzy powiedziała: 
- Zwalaj.
Nie miałam wyboru, musiałam opowiedzieć jej całą historię. Gdy z kończyłam poczułam ulgę że mogłam się komuś wygadać i jakby całe powietrze ze mnie uszło. 
- I co teraz zamierzasz zrobić? 
- Nie mam pojęcia. Wydaje mi się że najlepszym sposobem będzie złożenie rezygnacji.
- I stracenie szansy na spełnienie marzeń to też część tego wspaniałego pomysłu? - moja nowa znajoma powiedziała to z taką miną i z taką nutą w głosie że zaczęłam jej wierzyć że posiada wykształcenie psychologiczne. Ale nie to było naj ważniejsze. Ważne było to że ma rację. To była dla mnie olbrzymia szansa. I teraz miałam to wszystko stracić??? Oj nie!
- Tak masz rację! Pójdę tam teraz i udam że nic się nie stało. Będę pracować i nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi! 

 Zdecydowanym krokiem weszłam do sekretariatu. Usiadłam przed komputerem. Na wyświetlaczu pojawił się napis zaloguj się a nad nim logo firmy. Nie miałam wyboru, musiałam spytać Violetty o hasło. No cóż, raz kozie śmierć. 

- Violetta, czy mogła byś podać mi hasło do komputery? - postanowiłam że nie będę się ceregielić. 
- Ta, taka mądra jesteś a hasła nie umiesz wpisać?- od powiedziała drwiąco.
- Możesz sobie darować. Chciałam się tylko dowiedzieć jak brzmi hasło. 
- A magiczne słowo?- nie dawała za wygraną. 
Huu... odetchnęłam  głęboko. 
- Violetto, czy była byś tak uprzejma i podałabyś mi login do komputera? Proszę. 
- No dobra niech Ci będzie hasło brzmi: Pingwin. - powiedziała prawie szeptem. 
- I to naprawdę Cię bawi? Sorry jeżeli w jakiś sposób Cię uraziłam ale naprawdę nie mam ochoty na te twoje gierki. 
- Jejku jej ale się nadęłaś, uważaj bo jeszcze dostaniesz zmarszczek. Hasło to Stefan od małej litery. 
- Dziękuję.- podziękowałam szorstko i tym samym zakończyłam naszą "drobną'' wyminę zdań. 
Gdy login został zaktualizowany wreszcie  mogłam zacząć pracę. Ale jaką pracę? I znowu jedynym źródłem informacji była Violetta. 
- Czy przypadkiem nie ma jakiegoś zadania, które mogła bym wykonać?- spytałam nie oczekując konkretnej odpowiedzi.  
Ku mojemu zdziwieniu moją ZNAJOMĄ ucieszyło to pytanie. 
Dała znak głową na kupkę papierów leżącą na jej biurku tym samym wyjmując z szuflady pilniczek do paznokci. 
- Każdy papier skseruj sześć razy i włóż do osobnych teczek. Potem zanieś je do wszystkich działów razem z naszym biurem. - orzekła sumiennie piłując sobie paznokcie. 
- A czy przypadkiem to ty nie miałaś tego zrobić? 
- Mooożliwe, ale to ty palisz się do pracy więc co ci za różnica? 
Nie chciałam tego przyznać ale miała rację. Wszystko było lepsze od siedzenia tam i wyczekiwanie na wyjście Marka z gabinetu. 
- Dobra no niech ci będzie. To gdzie jest ta kopiarka? 
-Jest u informatyków. Chyba wiesz gdzie jest ich pracownia? 
- Tak wiem, wiem. 
Wzięłam kupkę papierów teczki i poszłam. 
Stanęłam przed drzwiami z napisem: Pracownia informatyczna
I co ja mam teraz zrobić? Zapukać i po prostu wejść? Przecież tamci ludzie mnie nie znają. Ogarnij się dziewczyno? Ochrzaniłam sama siebie. Po prostu zapukałam i weszłam. 
Przy komputerach nikogo nie było, w ogóle w całym pomieszczeniu świeciło pustkami. Postanowiłam znaleźć kopiarkę, zrobić swoje i wyjść. Poza tym, na pewno zaraz ktoś się tutaj zjawi. 
Obeszłam całość do o koła. Nigdzie nie znalazłam potrzebnego mi sprzętu. Nagle  na w rogu pokoju zobaczyłam parawan. Poszłam tam. Okazało się że jest tam drugi mini pokoik ze wszelkimi elektronicznymi sprzętami typu tablicy inter aktywnej czy głośników. Z łatwością znalazłam kopiarkę i włączyłam ją. Kiedy właśnie próbowałam znaleźć guzik odpowiadający za ilość kopi usłyszałam że do sali ktoś wszedł. Dwa głosy (z których jeden należał do dziewczyny Marka) rozmawiały półszeptem  wyraźnie próbując zatuszować rozmowę. O co chodzi?




Ten rozdział był trochę nudny ale obiecuję że następny będzie lepszy. Przepraszam że tak długo nie pisałam ale zbliża się koniec roku i nie miałam zbytnio czasu na  pisanie. Obiecuje jednak że postaram się nadrobić ile tylko mogę. 

PS 
Proszę komentujcie bo wtedy mam pewność że ktoś w ogóle czyta mojego bloga. Zrobimy tak: 5 komentarzy i następny rozdział. Można z anonima.




sobota, 8 czerwca 2013

rozdział IV

                                                               
                                                                          IV 

   Byłam przerażona, serce podchodziło mi do gardła. Zdecydowałam że na razie postaram się unikać Marka chociaż przez pewien czas do póki wszystko się nie uspokoi. A teraz co? 
- Julia? Co ty tutaj robisz?! - Marek był wyraźnie zaskoczony. 
- Ja... ja przyszłam do pracy- bąknęłam nie wiedząc co więcej dodać. 
- To ty masz być tą nową sekretarka?- spytał a oczy mu błysnęły. 
- Tak... no chyba jakoś tak się złożyło. Przysięgam że nie wiedziałam... że ty tu...- starałam się jakkolwiek usprawiedliwić. 
- To, no... Ale no dobra, y... przecież właściwie przyszłaś tu do pracy. To ja... poczekaj chwilę wezmę teczkę i objaśnię Ci wszystko.- widać było że przejął się moim przyjściem i stał się roztrzepany. 
- Nie ma sprawy to ja może poczekam- mówiąc to wskazałam na drzwi. 
Właśnie miałam wyjść gdy usłyszałam za sobą: 
- Poczekaj! 
Odwróciłam się. Marek zbliżył się do mnie. 
- Posłuchaj,  może powinniśmy pogadać o tym no wiesz co wydarzyło się wczoraj. Może pójdźmy do jakiejś kawiarni albo no nie wiem gdzie wolisz? - jego głos był rozdygotany ale zdecydowany. 
Spojrzałam mu głęboko w oczy. Musiałam wiedzieć czy to co stało się wczorajszego popołudnia było prawdziwe, coś w środku mówiło mi że to jedyny sposób aby się tego dowiedzieć. I po chwili już wiedziałam. On, właśnie on jest tym z którym chciałabym spełnić resztę życia. Zbliżyliśmy się do siebie nadal patrząc patrząc sobie przenikliwie w oczy i... do biura weszła jakaś kobieta. 
- Posłuchaj mam tu parę papierków do podpisania... - powiedziała nie zwracając na mnie uwagi kobieta. 
Widać było że to prawdziwa bizneswomen. Miała wysoko usytuowaną spódnicę, białą bluzkę, czarne szpilki, i (wyglądającą drogo) srebrną biżuterię. 
- O! Może przeszkadzam?- zareagowała kobieta w końcu zauważywszy moją osobę. 
- Nie, nie ależ skąd! - Marek wykazał się refleksem. 
- To moja nowa sekretarka właśnie miałem jej wytłumaczyć na czym będzie polegała jej praca. I to wszystko. - dodał. 
- Ach tak faktycznie Stefan coś wspominał. - kobietę chyba nie zaskoczyła ta sytuacja. 
- Witam! Nazywam się Agata Fresten i jestem szefową działu reportażu. A pani to? 
- Julia. Julia Kamińska. - podałam jej rękę.
- Widzę że poznała pani już mojego chłopaka. - mówiąc to podeszła do  (MOJEGO!) ukochanego pocałowała go w policzek i włożyła mu rękę pod ramię. 
Wbiło mnie w podłogę. Jak on mógł tak mnie oszukać? Byłam wściekła! To pewnie zwykły podrywacz! Jak mogłam się tak pomylić?!
- Tak poznałam. - odpowiedziałam powstrzymując złość. 
- To ja może już nie będę przeszkadzać. - i nie czekając aż któreś z nich cokolwiek powie, wyszłam.


środa, 29 maja 2013

rozdział III


                                               III 

    - Nie wiem jak to się w ogóle stało- mówiłam dwie godziny po zaskakującym pocałunku z Markiem siedząc w mieszkaniu. 
- Spokojnie złociótka, opowiedz wszystko powolutku od momentu pocałunku- mówiła uspokajając mnie przyjaciółka. 
-Huu...- odetchnęłam. 
- Więc pocałowaliśmy się. To było takie cudowne... a potem... spojrzałam mu głęboko w oczy. Były takie niebieskie. I nagle ogarnął mnie lęk. Nie wiedziałam co zrobić poczułam że jestem w złym miejscu o złej porze. Ogarnął mnie paraliż a zarazem chciałam jak najprędzej uciec. Wygrało to drugie. Po prostu wyrwałam się z jego uścisku i uciekłam jak, jak jakiś tchórz! Jestem beznadziejna!- opowiedziałam zdarzenie, które wydarzyło się ledwie dwie godziny temu. 
- Nie mów tak! Każdy na twoim miejscu by z panikował.- powiedziała moje przyjaciółka podając mi kolejny ręcznik. 
- Aha więc teraz jestem panikarą! Po protu extra! Ty potrafisz podnieść człowieka na duchu. 
- Dobrze wiesz że nie oto mi chodziło. A poza tym nie dostrzegasz pozytywów.
- Na przykład jakich? 
- Przynajmniej zakochałaś się w jakimś normalnym chłopku z zwyczajną pracą. Nie mów mi że już zapomniałaś o historii z Patrykiem? 
Karolina miała racje, nie zapomniałam chociaż bardzo bym chciała. Ponad cztery lata temu poznałam Patryka. No i cóż można powiedzieć, zakochałam się, albo nie to nie odpowiednie ja się zadłużyłam. Nie widziałam nic po za jego brąz zaczesanymi do tyłu włosami, piwnymi oczami i silnymi ramionami. Otumanił mnie do tego stopnia że odwróciłam się od przyjaciół (w tym też od Karoliny) i zaczęłam zadawać się z podejrzanymi typkami. Pewnego dnia mój ukochany poprosił mnie o przysługę. Miałam pomóc mu przemycić narkotyki za granice. Z zaciemnionym umysłem, zgodziłam się. Niestety plan nie powiódł się. Zostaliśmy złapani na granicy z Czechami. Okazało się że Patryk jest przemytnikiem i dilerem. Byłam oszołomiona. Dotąd nie zdawałam sobie sprawy z tego co chciałam zrobić. Zeznałam wszystko przed sądem i (dzięki Bogu) zostałam uniewinniona. Patryk okazał się marionetką w rękach nie jakiego " Bizona " ale za swoje przewinienia wraz ze swoimi '' kolesiami " został skazany na 6 lata pozbawienia wolności. Gdy wróciłam do normalnego życia tylko Karolina była gotowa mi pomóc. Później obie poszłyśmy na studia, ja aktorskie i dziennikarskie ana na dziennikarskie i zarządzanie biznesowe. Właśnie w tym celu przeprowadziłyśmy się do Warszawy. 
- Może masz i rację. Ale co się stanie jeżeli on wcale nie czuje do mnie tego samego? Może według niego to był jednorazowy wyskok? - zaczęłam snuć podejrzenia. 
- Co? Ty chyba sama nie wierzysz w to co mówisz! A myślisz że po co zapraszał by cię na tą kawę? Dziewczyno ogarnij się!- Karolina była oburzona. 
- No nie wiem, może - bąknęłam. 
- A zresztą nie gadajmy już o tym. Co powiesz na cole, chipsy i dobry film?- zapytała zmieniając temat. 
- No dobrze mały relaks dobrze mi zrobi, przez to całe zamieszanie zupełnie zapomniałam że jutro jest mój pierwszy dzień w nowej pracy. 
 Punktualnie o 8.00 stanęłam przed recepcją. 
- Dzień dobry. Przepraszam, nazywam się Julia Kamińska i dziś zaczynam prace tutaj- uprzejmie przywitałam się z recepcjonistką. 
- Ach tak... faktycznie- powiedziała seksownie ubrana brunetka może z rok starsza ode mnie . 
- Proszę za mną. 
Wjechałyśmy windą na dziesiąte piętro. Ten korytarz był zupełnie inny od tego którego widziałam dzień wcześniej. Z prawej strony cały hol oświecało słońce w chodzące przez trzy duże okna. Następnie była recepcja a nad nią złota tablica z napisem "Dział Telewizji w Świecie''. 
- Tu Cię zostawię Agata się Tobą zajmie- oznajmiła recepcjonistka i odjechała. 
- Witam, jestem Agata. Ty pewnie Julia?  Szef mówił że się dziś zjawisz.
- Cześć, masz rację jestem Julia.
- Choć oprowadzę Cię .
- No dobrze. 
Stanęłyśmy między dwoma korytarzykami. Agata zdecydowała się pójść w lewo. 
- Tu jest dział informacji- po informowała mnie otwierając drzwi. 
Był to średniej wielkości pokój z sześcioma komputerami przy których siedziały dwie kobiety i czterech mężczyzn. Dalej była ''restauracyjka'' bo inaczej nie dało się nazwać pomieszczenia z barem i z kilku nastoma stolikami. Dalej były toalety. 
- No dobra teraz pokażę Ci sale zebrań. 
 Zawróciłyśmy i skręciłyśmy w drugi korytarz. Sala znajdowała się po lewej stronie korytarza ozdobionego zdjęciami z podróży reporterów i reporterek. Była duża, na środku stał długi szklany stół a obok rząd skórzanych foteli. 
- Przy odrobinie szczęścia i talentu może kiedyś tu trafisz.- powiedziała z uśmiechem Agata. 
Dalej było biuro redaktorów, finansów, vice dyrektora i prezesa spraw zagranicznych. 
- A tu będziesz pracować. 
Po prawej stronie było wejście bez drzwi. Weszłyśmy. Stały tam dwa biurka jedno po lewej ( pod oknem ) drugie po prawej, z tyłu stała szafa z dokumentami. 
- A ty tu czego Agata o ile mi wiadoma to jest za wysoka posada dla CIEBIE! Lepiej spadaj na recepcję odbierać telefony!- przywitał nas  kobiecy głos. 
Odwróciłyśmy się. Za nami stała bardzo ładna, blondynka w granatowej obcisłej sukience ledwo zakrywającej jej tyłek. 
- Mi też miło Ciebie widzieć Wioletto. Nie martw się nie przyszłam odebrać Ci posady, oprowadzą tylko ta nową.- Od powiedziała z udawaną słodyczą w głosie. 
- Chcesz czy nie od dziś będziecie razem pracować. O! Zrzedła mina boisz się że zjawił się ktoś mądrzejszy od Ciebie? Och zapomniałam przecież to dla Ciebie żadna nowość. - z bardzo mocną ironią w głosie odegrała się Agata. 
- Ta, dobry dowcip! Ale nikt nie po informowała mnie o jakiś nowych zatrudnieniach. - oznajmiła nam wyniosła sekretarka. 
- O! Szef nie powiedział swojej małej dziewczynce o konkurencji. Tylko mi się tu nie rozpłacz.- moja przewodniczka dalej drążyła temat. 
- Chwila chwila, chciała bym wyjaśnić parę spraw. Po pierwsze nie przyszłam tu z nikim konkurować, po drugie nazywam się Julia i miło mi że będę z Tobą pracować Wioletto więc chciała bym byś objaśniła mi co i jak zamiast się wykłócać. - wtrąciłam się przerywając przepychankę między dziewczynami. 
- To teraz TY mnie posłuchaj NOWA. Jestem Violetta przez ''V'' anie ''W''. Poza tym nie jesteś dla mnie żadną konkurencją i ostatnie  nie będę cię NICZEGO uczyć! Kapujesz? - oświadczyła wyniośle Violetta. W tamtej chwili już wiedziałam że nie będzie ona moją przyjaciółką z pracy. Nagle wtrąciła się Agata.
- Dobra Violu, przepraszam ale '' ta nowa'' musi zobaczyć się jeszcze z prezesem więc Sejo-nara- rzuciła w jej stronę moja nowa znajoma pchając mnie w stronę szerokich drzwi. Tamta zaś wyszła obrażona. Zapukałam. 
- Okej nie denerwój się. Szefuncio jest naprawdę spoko, Zapozna Cię z twoją pracą i po wszystkim.- pociecszyła mnie. 
- Proszę!- odezwał się głos za ściany. 
- No to go! - powiedziała wpychając mnie do pomieszczenia. 
Stanęłam jak wryta za biurkiem siedział... MAREK!


piątek, 17 maja 2013

Rozdział II

                                                                    II 



     -Dostałam pracę! Niech tylko Karolina się o tym dowie.- mówiłam do siebie wychodząc z budynku.
- Część!- nagle zza rogu wyłonił się Marek.
- O hej! Nie myślałam, że na poważnie wziąłeś tą naszą rozmowę- byłam miło zaskoczona.
- Bardzo serio! No to co idziemy? Znam tu nie złą kawiarnie nie daleko.
- No chyba nie mam innego wyjścia o ile się nie mylę to już ci to obiecałam- odpowiedziałam z uśmiechem.
Okazało się że kawiarnia o której wspomniał była w Ogrodzie saskim.
- Nie chcę być wścibska, ale co robiłeś w tedy w firmie?- starałam zacząć jakoś rozmowę.
- W tamtej konkretnej chwili spieszyłem się na ważne spotkanie, kiedy jakiś klocek zagrodził mi drogę- zaśmiał się.
- Jesteś okropny- również się zaśmiałam i pchnęłam go z przekąsem.
- Zaczynasz się?- mówiąc to podszedł do mnie i zaczął mnie łaskotać.
Gdy doszliśmy do Ogrodu saskiego zaczęło robić się szaro a po chwili spadł ulewny deszcz.
- Choć za mną!- krzyknął Marek i wziął mnie za dłoń.
Gdy tak biegliśmy coś we mnie drgnęło. Poczułam że przy Marku mogła bym spędzić całe życie.
- Już nie daleko!- zawołał uśmiechając się promiennie.
Zobaczyłam że przed nami rozciąga się mostek który prowadzi na drugą stronę jeziora.
Most wyglądał jakby był w trakcie budowy. Choć widać było że jest solidnie zrobiony to jednak nie posiadał poręczy.
-Czy to na pewno bezpieczne?- spytałam przekrzykując ulewny deszcz.
- Zaufaj mi- odpowiedział.
Wbiegliśmy na most. Zupełnie zapomniałam że założyłam buty na obcasie. W pewnej chwil poślizgnęłam się i puściłam dłoń Marka, byłam pewna że zaraz wpadnę do jeziora, które na moje nieszczęście nie należało do najpłytszych. Zamknęłam oczy.
Nagle poczułam mocny chwyt w okolicach nadgarstka. To był Marek.                    Przyciągnął mnie do siebie i złapał w pasie patrząc mi głęboko w oczy. Poczułam coś czego nie czułam nigdy w życiu po prostu czułam że to ten moment. On chyba też.
Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i … pocałował.                                  To było niesamowite! Jakby cały świat się nie liczył. Byłam tylko ja i on. Nic nie miało większego sensu, nawet ten deszcz, czy to że dostałam pracę. Nasz pocałunek był bardzo namiętny. Czułam że trwa lata a zarazem sekundę. Po prostu jakby czas się zatrzymał.
Już wiedziałam że choćby nie wiem co to musimy być razem i nic ani nikt tego nie zmieni! 


To była dalsze część powieści pod tytułem " Julia". Jestem wam szalenie wdzięczna że czytacie mojego bloga. Chciała bym jednak abyście wstawiali komentarze żebym miała 100% pewności. Z góry dziękuję!

Dalsza część rozdziału I



 Cała drżałam. Byłam zaskoczona. W jednej chwili spokojnie sobie stoję i podziwiam a w drugiej... no właśnie.... w drugiej... spotykam najprzystojniejszego chłopaka jak stąpał po ziemi. 
- Tak, może być pan pewien- odpowiedziałam serdecznie się uśmiechając. Nagle poczułam że w jego towarzystwie nie potrafię się wyluzować ale z każdą chwilą to uczucie mijało i w końcu zorientowałam się że czuje się całkiem bezpiecznie. Ten Marek ma w sobie coś... 
- Jednak nadal czuje się winny, w ramach przeprosin zapraszam panią na kawę i coś słodkiego. Co pani na to? 
- Z wielką przyjemnością, tylko ja tu przyszłam w dość ważnej dla mnie sprawie i jestem umówiona, więc... 
- No dobrze to może za godzinę? Nie chcę słyszeć sprzeciwu! Będę czekał przed budynkiem. 
- No więc dobrze. Jesteśmy umówieni. Przepraszam ale muszę już iść. Do zobaczenia! - pożegnałam się i oddaliłam. 
- A więc do zobaczenia- usłyszałam za sobą głos Marka.
Byłam zaskoczona, zdziwiona i… przeszczęśliwa. W takim humorze doszłam do recepcji gdzie zostałam poinformowana o lokalizacji biura szefa. Znajdowało się ono na 13 piętrze. Gdy winda otworzyła swoje drzwi ujrzałam dość przytulny korytarz. Ściany pomalowane był na ciemno beżowo a na podłodze wyłożony był rdzawoczerwony dywan. Zaczęłam się denerwować!
- A jeżeli mnie nie przyjmą! Nigdy nie rozwinę skrzydeł i zostanę starą panną szyjącą buty dla kotów!- do głowy przychodziły mi najgorsze myśli.  
Wbrew własnej woli zapukałam do trzecich drzwi po lewej stronie korytarza.
- Proszę!- odezwał się męski głos.
Weszłam.
Biuro było całkiem duże. Przednia ścina to właściwie, nie była ściana lecz wielkie okno z widokiem na Warszawę. Po lewej stronie stała szafa z dokumentami a po prawej średniej wielkości drzewko bonsai . Przy biurku na końcu pokoju siedział pisząc na laptopie mężczyzna.
- Wygląda mi na zmęczonego mężczyznę po pięćdziesiątce- pomyślałam.
- Pani w jakiejś konkretniej sprawie?- Teraz ujrzałam jego twarz, siwe włosy zaczesaną do tyłu ładną bródkę i okulary. Ogółem wyglądał na przyjaźnie nastawionego.
- Ja w sprawie pracy. Nazywam się Julia Kamińska.
- A tak faktycznie, byliśmy na dziś umówieni. Proszę niech pani usiądzie.
Posłuchałam podając mu swoje cv.
- Tak, tak… skończyła pani studia dziennikarskie i aktorskie. Pracowała pani dla gazety Oliwia. – czytał na głos. Po chwili ściągnął okulary i spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Czy pani na pewno wie że dostanie pracy w telewizji nie jest prostą sprawą? Nie da się jej dostać od tak.
- Rozumiem, wiem jak teraz trudno dostać dobra pracę, ale chcę spróbować. To moja pasja i to chcę robić w życiu. Wiem że może mi się nie udać ale chcę walczyć.
- Dobrze. Potrzebujemy tu takich jak pani, ale niestety nie mamy wolnych miejsc.  
- Ooo… rozumiem - posmutniałam.
- A więc chcę podziękować za czas, który mi pan poświęcił.
- Chwileczkę!
- Tak.
- Mam pewną propozycję. Nie jest to może praca na poziomie dla tak uzdolnionej kobiety i może trochę w innym kierunku, ale bardzo panią polubiłem i myślę, że w ten sposób mogłaby się pani wybić szczególnie że będę zastanawiał się nad poważniejszą pracą dla pani, panno Julio.
- Dziękuje że mi pan tak pochlebia, ale mogła bym się dowiedzieć co to za praca?
- Sekretarki. Ale nie takiej zwykłej, to praca sekretarki prezesa działu telewizji w świecie. Na marginesie to prezesem jest mój syn, który także jest młody i  na pewno panią doceni. Więc jak zgodzi się pani?
- Myślę że mogę spróbować.- uśmiechnęłam się pogodnie. Może nie jest to praca z moich marzeń, ale na początek dobre i to. Poza tym sam szef powiedział że mam jakieś szanse, więc czemu nie zaryzykować?
- Dobrze! Więc kiedy mogła by pani zacząć?
- Choćby od jutra!
- To wspaniale! Poinformuje syna. Niech przyjdzie pani jutro na 8.00 ktoś panią oprowadzi.
- Dziękuję panu bardzo! – poczułam że jestem naprawdę szczęśliwa.
Mężczyzna wyciągnął do mnie dłoń.
- Witamy u nas panno Julio! 

wtorek, 14 maja 2013

Julia...



                                                      I



   Stałam przed Studiem Telewizji Polskiej we Warszawie. Cała drżałam. Od zawsze chciałam pracować w telewizji. Kiedy byłam mała wyobrażałam sobie że    ide po czerwonym dywanie błyskaja flesze a ja pozuje. Albo... jak stoje na olbrzymiej scenie przedemną tłum ludzi i reporterów a ja taka lekka taka piękna niby nimfa stoje śpiewam i tańcze. To musi być naprawdę cudowne uczucie!
- Uff... Dam radę przecież to moje marzenie. Nie denerwuj się...- mówiłam do siebie. Weszłam. Z zewnątrz szklany budynek wyglądał naprawdę zachwycająco ale to co skrywało jego wnętrze dorównywało mu w 100%. 
Na samym środku usytuowana była fontanna, po lewej stronie znajdowały się trzy windy a kawałek dalej schody, natomiast po prawej stronie zainstalowana była recepcja. Od środka budynek też był o szklony, nawet schody były przeźroczyste a  " micha" do której napływała woda z fontanny była z dość grubego kryształu. Gdy tak zachwycałam się tym widokiem i wyobrażałam sobie jak to by było gdybym przychodziła tu codziennie i mogła napawać się tym widokiem do woli, poczułam dotkliwe uderzenie i upadłam na ziemię. 
- Przepraszam. Bardzo nie chciałem na panią wpaść.- usłyszałam kojący męski głos. 
- Nic... nic mi nie jest- mówiąc to podniosłam głowę do góry... I w tedy go ujrzałam wziął mnie za rękę i pomógł wstać. Miał bujne bląd włosy, niebieskie oczy który patrzyły na mnie w taki sposób że czułam jak robi mi się gorąco, silne ramiona. Po chwili już wiedziałam że jest on najprzystojniejszym chłopakiem jakiego w życiu widziałam. 
- Naprawdę bardzo panią przepraszam. Jest pani pewna że nic pani nie jest?- znów przemówił do mnie ten wspaniały głos. 
-Tak jestem pewna. I uważam że to mi powinno być głupio że pana nie zauważyłam - odpowiedziałam. 
- Uff... To dobrze. A tak wogóle to jestem Marek. 
- Jestem Julia 
- Jest pani pewna że mogę odejść a pani mi w tej chwili nie zemgleje- uśmiechnął  się.