środa, 29 maja 2013

rozdział III


                                               III 

    - Nie wiem jak to się w ogóle stało- mówiłam dwie godziny po zaskakującym pocałunku z Markiem siedząc w mieszkaniu. 
- Spokojnie złociótka, opowiedz wszystko powolutku od momentu pocałunku- mówiła uspokajając mnie przyjaciółka. 
-Huu...- odetchnęłam. 
- Więc pocałowaliśmy się. To było takie cudowne... a potem... spojrzałam mu głęboko w oczy. Były takie niebieskie. I nagle ogarnął mnie lęk. Nie wiedziałam co zrobić poczułam że jestem w złym miejscu o złej porze. Ogarnął mnie paraliż a zarazem chciałam jak najprędzej uciec. Wygrało to drugie. Po prostu wyrwałam się z jego uścisku i uciekłam jak, jak jakiś tchórz! Jestem beznadziejna!- opowiedziałam zdarzenie, które wydarzyło się ledwie dwie godziny temu. 
- Nie mów tak! Każdy na twoim miejscu by z panikował.- powiedziała moje przyjaciółka podając mi kolejny ręcznik. 
- Aha więc teraz jestem panikarą! Po protu extra! Ty potrafisz podnieść człowieka na duchu. 
- Dobrze wiesz że nie oto mi chodziło. A poza tym nie dostrzegasz pozytywów.
- Na przykład jakich? 
- Przynajmniej zakochałaś się w jakimś normalnym chłopku z zwyczajną pracą. Nie mów mi że już zapomniałaś o historii z Patrykiem? 
Karolina miała racje, nie zapomniałam chociaż bardzo bym chciała. Ponad cztery lata temu poznałam Patryka. No i cóż można powiedzieć, zakochałam się, albo nie to nie odpowiednie ja się zadłużyłam. Nie widziałam nic po za jego brąz zaczesanymi do tyłu włosami, piwnymi oczami i silnymi ramionami. Otumanił mnie do tego stopnia że odwróciłam się od przyjaciół (w tym też od Karoliny) i zaczęłam zadawać się z podejrzanymi typkami. Pewnego dnia mój ukochany poprosił mnie o przysługę. Miałam pomóc mu przemycić narkotyki za granice. Z zaciemnionym umysłem, zgodziłam się. Niestety plan nie powiódł się. Zostaliśmy złapani na granicy z Czechami. Okazało się że Patryk jest przemytnikiem i dilerem. Byłam oszołomiona. Dotąd nie zdawałam sobie sprawy z tego co chciałam zrobić. Zeznałam wszystko przed sądem i (dzięki Bogu) zostałam uniewinniona. Patryk okazał się marionetką w rękach nie jakiego " Bizona " ale za swoje przewinienia wraz ze swoimi '' kolesiami " został skazany na 6 lata pozbawienia wolności. Gdy wróciłam do normalnego życia tylko Karolina była gotowa mi pomóc. Później obie poszłyśmy na studia, ja aktorskie i dziennikarskie ana na dziennikarskie i zarządzanie biznesowe. Właśnie w tym celu przeprowadziłyśmy się do Warszawy. 
- Może masz i rację. Ale co się stanie jeżeli on wcale nie czuje do mnie tego samego? Może według niego to był jednorazowy wyskok? - zaczęłam snuć podejrzenia. 
- Co? Ty chyba sama nie wierzysz w to co mówisz! A myślisz że po co zapraszał by cię na tą kawę? Dziewczyno ogarnij się!- Karolina była oburzona. 
- No nie wiem, może - bąknęłam. 
- A zresztą nie gadajmy już o tym. Co powiesz na cole, chipsy i dobry film?- zapytała zmieniając temat. 
- No dobrze mały relaks dobrze mi zrobi, przez to całe zamieszanie zupełnie zapomniałam że jutro jest mój pierwszy dzień w nowej pracy. 
 Punktualnie o 8.00 stanęłam przed recepcją. 
- Dzień dobry. Przepraszam, nazywam się Julia Kamińska i dziś zaczynam prace tutaj- uprzejmie przywitałam się z recepcjonistką. 
- Ach tak... faktycznie- powiedziała seksownie ubrana brunetka może z rok starsza ode mnie . 
- Proszę za mną. 
Wjechałyśmy windą na dziesiąte piętro. Ten korytarz był zupełnie inny od tego którego widziałam dzień wcześniej. Z prawej strony cały hol oświecało słońce w chodzące przez trzy duże okna. Następnie była recepcja a nad nią złota tablica z napisem "Dział Telewizji w Świecie''. 
- Tu Cię zostawię Agata się Tobą zajmie- oznajmiła recepcjonistka i odjechała. 
- Witam, jestem Agata. Ty pewnie Julia?  Szef mówił że się dziś zjawisz.
- Cześć, masz rację jestem Julia.
- Choć oprowadzę Cię .
- No dobrze. 
Stanęłyśmy między dwoma korytarzykami. Agata zdecydowała się pójść w lewo. 
- Tu jest dział informacji- po informowała mnie otwierając drzwi. 
Był to średniej wielkości pokój z sześcioma komputerami przy których siedziały dwie kobiety i czterech mężczyzn. Dalej była ''restauracyjka'' bo inaczej nie dało się nazwać pomieszczenia z barem i z kilku nastoma stolikami. Dalej były toalety. 
- No dobra teraz pokażę Ci sale zebrań. 
 Zawróciłyśmy i skręciłyśmy w drugi korytarz. Sala znajdowała się po lewej stronie korytarza ozdobionego zdjęciami z podróży reporterów i reporterek. Była duża, na środku stał długi szklany stół a obok rząd skórzanych foteli. 
- Przy odrobinie szczęścia i talentu może kiedyś tu trafisz.- powiedziała z uśmiechem Agata. 
Dalej było biuro redaktorów, finansów, vice dyrektora i prezesa spraw zagranicznych. 
- A tu będziesz pracować. 
Po prawej stronie było wejście bez drzwi. Weszłyśmy. Stały tam dwa biurka jedno po lewej ( pod oknem ) drugie po prawej, z tyłu stała szafa z dokumentami. 
- A ty tu czego Agata o ile mi wiadoma to jest za wysoka posada dla CIEBIE! Lepiej spadaj na recepcję odbierać telefony!- przywitał nas  kobiecy głos. 
Odwróciłyśmy się. Za nami stała bardzo ładna, blondynka w granatowej obcisłej sukience ledwo zakrywającej jej tyłek. 
- Mi też miło Ciebie widzieć Wioletto. Nie martw się nie przyszłam odebrać Ci posady, oprowadzą tylko ta nową.- Od powiedziała z udawaną słodyczą w głosie. 
- Chcesz czy nie od dziś będziecie razem pracować. O! Zrzedła mina boisz się że zjawił się ktoś mądrzejszy od Ciebie? Och zapomniałam przecież to dla Ciebie żadna nowość. - z bardzo mocną ironią w głosie odegrała się Agata. 
- Ta, dobry dowcip! Ale nikt nie po informowała mnie o jakiś nowych zatrudnieniach. - oznajmiła nam wyniosła sekretarka. 
- O! Szef nie powiedział swojej małej dziewczynce o konkurencji. Tylko mi się tu nie rozpłacz.- moja przewodniczka dalej drążyła temat. 
- Chwila chwila, chciała bym wyjaśnić parę spraw. Po pierwsze nie przyszłam tu z nikim konkurować, po drugie nazywam się Julia i miło mi że będę z Tobą pracować Wioletto więc chciała bym byś objaśniła mi co i jak zamiast się wykłócać. - wtrąciłam się przerywając przepychankę między dziewczynami. 
- To teraz TY mnie posłuchaj NOWA. Jestem Violetta przez ''V'' anie ''W''. Poza tym nie jesteś dla mnie żadną konkurencją i ostatnie  nie będę cię NICZEGO uczyć! Kapujesz? - oświadczyła wyniośle Violetta. W tamtej chwili już wiedziałam że nie będzie ona moją przyjaciółką z pracy. Nagle wtrąciła się Agata.
- Dobra Violu, przepraszam ale '' ta nowa'' musi zobaczyć się jeszcze z prezesem więc Sejo-nara- rzuciła w jej stronę moja nowa znajoma pchając mnie w stronę szerokich drzwi. Tamta zaś wyszła obrażona. Zapukałam. 
- Okej nie denerwój się. Szefuncio jest naprawdę spoko, Zapozna Cię z twoją pracą i po wszystkim.- pociecszyła mnie. 
- Proszę!- odezwał się głos za ściany. 
- No to go! - powiedziała wpychając mnie do pomieszczenia. 
Stanęłam jak wryta za biurkiem siedział... MAREK!


piątek, 17 maja 2013

Rozdział II

                                                                    II 



     -Dostałam pracę! Niech tylko Karolina się o tym dowie.- mówiłam do siebie wychodząc z budynku.
- Część!- nagle zza rogu wyłonił się Marek.
- O hej! Nie myślałam, że na poważnie wziąłeś tą naszą rozmowę- byłam miło zaskoczona.
- Bardzo serio! No to co idziemy? Znam tu nie złą kawiarnie nie daleko.
- No chyba nie mam innego wyjścia o ile się nie mylę to już ci to obiecałam- odpowiedziałam z uśmiechem.
Okazało się że kawiarnia o której wspomniał była w Ogrodzie saskim.
- Nie chcę być wścibska, ale co robiłeś w tedy w firmie?- starałam zacząć jakoś rozmowę.
- W tamtej konkretnej chwili spieszyłem się na ważne spotkanie, kiedy jakiś klocek zagrodził mi drogę- zaśmiał się.
- Jesteś okropny- również się zaśmiałam i pchnęłam go z przekąsem.
- Zaczynasz się?- mówiąc to podszedł do mnie i zaczął mnie łaskotać.
Gdy doszliśmy do Ogrodu saskiego zaczęło robić się szaro a po chwili spadł ulewny deszcz.
- Choć za mną!- krzyknął Marek i wziął mnie za dłoń.
Gdy tak biegliśmy coś we mnie drgnęło. Poczułam że przy Marku mogła bym spędzić całe życie.
- Już nie daleko!- zawołał uśmiechając się promiennie.
Zobaczyłam że przed nami rozciąga się mostek który prowadzi na drugą stronę jeziora.
Most wyglądał jakby był w trakcie budowy. Choć widać było że jest solidnie zrobiony to jednak nie posiadał poręczy.
-Czy to na pewno bezpieczne?- spytałam przekrzykując ulewny deszcz.
- Zaufaj mi- odpowiedział.
Wbiegliśmy na most. Zupełnie zapomniałam że założyłam buty na obcasie. W pewnej chwil poślizgnęłam się i puściłam dłoń Marka, byłam pewna że zaraz wpadnę do jeziora, które na moje nieszczęście nie należało do najpłytszych. Zamknęłam oczy.
Nagle poczułam mocny chwyt w okolicach nadgarstka. To był Marek.                    Przyciągnął mnie do siebie i złapał w pasie patrząc mi głęboko w oczy. Poczułam coś czego nie czułam nigdy w życiu po prostu czułam że to ten moment. On chyba też.
Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i … pocałował.                                  To było niesamowite! Jakby cały świat się nie liczył. Byłam tylko ja i on. Nic nie miało większego sensu, nawet ten deszcz, czy to że dostałam pracę. Nasz pocałunek był bardzo namiętny. Czułam że trwa lata a zarazem sekundę. Po prostu jakby czas się zatrzymał.
Już wiedziałam że choćby nie wiem co to musimy być razem i nic ani nikt tego nie zmieni! 


To była dalsze część powieści pod tytułem " Julia". Jestem wam szalenie wdzięczna że czytacie mojego bloga. Chciała bym jednak abyście wstawiali komentarze żebym miała 100% pewności. Z góry dziękuję!

Dalsza część rozdziału I



 Cała drżałam. Byłam zaskoczona. W jednej chwili spokojnie sobie stoję i podziwiam a w drugiej... no właśnie.... w drugiej... spotykam najprzystojniejszego chłopaka jak stąpał po ziemi. 
- Tak, może być pan pewien- odpowiedziałam serdecznie się uśmiechając. Nagle poczułam że w jego towarzystwie nie potrafię się wyluzować ale z każdą chwilą to uczucie mijało i w końcu zorientowałam się że czuje się całkiem bezpiecznie. Ten Marek ma w sobie coś... 
- Jednak nadal czuje się winny, w ramach przeprosin zapraszam panią na kawę i coś słodkiego. Co pani na to? 
- Z wielką przyjemnością, tylko ja tu przyszłam w dość ważnej dla mnie sprawie i jestem umówiona, więc... 
- No dobrze to może za godzinę? Nie chcę słyszeć sprzeciwu! Będę czekał przed budynkiem. 
- No więc dobrze. Jesteśmy umówieni. Przepraszam ale muszę już iść. Do zobaczenia! - pożegnałam się i oddaliłam. 
- A więc do zobaczenia- usłyszałam za sobą głos Marka.
Byłam zaskoczona, zdziwiona i… przeszczęśliwa. W takim humorze doszłam do recepcji gdzie zostałam poinformowana o lokalizacji biura szefa. Znajdowało się ono na 13 piętrze. Gdy winda otworzyła swoje drzwi ujrzałam dość przytulny korytarz. Ściany pomalowane był na ciemno beżowo a na podłodze wyłożony był rdzawoczerwony dywan. Zaczęłam się denerwować!
- A jeżeli mnie nie przyjmą! Nigdy nie rozwinę skrzydeł i zostanę starą panną szyjącą buty dla kotów!- do głowy przychodziły mi najgorsze myśli.  
Wbrew własnej woli zapukałam do trzecich drzwi po lewej stronie korytarza.
- Proszę!- odezwał się męski głos.
Weszłam.
Biuro było całkiem duże. Przednia ścina to właściwie, nie była ściana lecz wielkie okno z widokiem na Warszawę. Po lewej stronie stała szafa z dokumentami a po prawej średniej wielkości drzewko bonsai . Przy biurku na końcu pokoju siedział pisząc na laptopie mężczyzna.
- Wygląda mi na zmęczonego mężczyznę po pięćdziesiątce- pomyślałam.
- Pani w jakiejś konkretniej sprawie?- Teraz ujrzałam jego twarz, siwe włosy zaczesaną do tyłu ładną bródkę i okulary. Ogółem wyglądał na przyjaźnie nastawionego.
- Ja w sprawie pracy. Nazywam się Julia Kamińska.
- A tak faktycznie, byliśmy na dziś umówieni. Proszę niech pani usiądzie.
Posłuchałam podając mu swoje cv.
- Tak, tak… skończyła pani studia dziennikarskie i aktorskie. Pracowała pani dla gazety Oliwia. – czytał na głos. Po chwili ściągnął okulary i spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Czy pani na pewno wie że dostanie pracy w telewizji nie jest prostą sprawą? Nie da się jej dostać od tak.
- Rozumiem, wiem jak teraz trudno dostać dobra pracę, ale chcę spróbować. To moja pasja i to chcę robić w życiu. Wiem że może mi się nie udać ale chcę walczyć.
- Dobrze. Potrzebujemy tu takich jak pani, ale niestety nie mamy wolnych miejsc.  
- Ooo… rozumiem - posmutniałam.
- A więc chcę podziękować za czas, który mi pan poświęcił.
- Chwileczkę!
- Tak.
- Mam pewną propozycję. Nie jest to może praca na poziomie dla tak uzdolnionej kobiety i może trochę w innym kierunku, ale bardzo panią polubiłem i myślę, że w ten sposób mogłaby się pani wybić szczególnie że będę zastanawiał się nad poważniejszą pracą dla pani, panno Julio.
- Dziękuje że mi pan tak pochlebia, ale mogła bym się dowiedzieć co to za praca?
- Sekretarki. Ale nie takiej zwykłej, to praca sekretarki prezesa działu telewizji w świecie. Na marginesie to prezesem jest mój syn, który także jest młody i  na pewno panią doceni. Więc jak zgodzi się pani?
- Myślę że mogę spróbować.- uśmiechnęłam się pogodnie. Może nie jest to praca z moich marzeń, ale na początek dobre i to. Poza tym sam szef powiedział że mam jakieś szanse, więc czemu nie zaryzykować?
- Dobrze! Więc kiedy mogła by pani zacząć?
- Choćby od jutra!
- To wspaniale! Poinformuje syna. Niech przyjdzie pani jutro na 8.00 ktoś panią oprowadzi.
- Dziękuję panu bardzo! – poczułam że jestem naprawdę szczęśliwa.
Mężczyzna wyciągnął do mnie dłoń.
- Witamy u nas panno Julio! 

wtorek, 14 maja 2013

Julia...



                                                      I



   Stałam przed Studiem Telewizji Polskiej we Warszawie. Cała drżałam. Od zawsze chciałam pracować w telewizji. Kiedy byłam mała wyobrażałam sobie że    ide po czerwonym dywanie błyskaja flesze a ja pozuje. Albo... jak stoje na olbrzymiej scenie przedemną tłum ludzi i reporterów a ja taka lekka taka piękna niby nimfa stoje śpiewam i tańcze. To musi być naprawdę cudowne uczucie!
- Uff... Dam radę przecież to moje marzenie. Nie denerwuj się...- mówiłam do siebie. Weszłam. Z zewnątrz szklany budynek wyglądał naprawdę zachwycająco ale to co skrywało jego wnętrze dorównywało mu w 100%. 
Na samym środku usytuowana była fontanna, po lewej stronie znajdowały się trzy windy a kawałek dalej schody, natomiast po prawej stronie zainstalowana była recepcja. Od środka budynek też był o szklony, nawet schody były przeźroczyste a  " micha" do której napływała woda z fontanny była z dość grubego kryształu. Gdy tak zachwycałam się tym widokiem i wyobrażałam sobie jak to by było gdybym przychodziła tu codziennie i mogła napawać się tym widokiem do woli, poczułam dotkliwe uderzenie i upadłam na ziemię. 
- Przepraszam. Bardzo nie chciałem na panią wpaść.- usłyszałam kojący męski głos. 
- Nic... nic mi nie jest- mówiąc to podniosłam głowę do góry... I w tedy go ujrzałam wziął mnie za rękę i pomógł wstać. Miał bujne bląd włosy, niebieskie oczy który patrzyły na mnie w taki sposób że czułam jak robi mi się gorąco, silne ramiona. Po chwili już wiedziałam że jest on najprzystojniejszym chłopakiem jakiego w życiu widziałam. 
- Naprawdę bardzo panią przepraszam. Jest pani pewna że nic pani nie jest?- znów przemówił do mnie ten wspaniały głos. 
-Tak jestem pewna. I uważam że to mi powinno być głupio że pana nie zauważyłam - odpowiedziałam. 
- Uff... To dobrze. A tak wogóle to jestem Marek. 
- Jestem Julia 
- Jest pani pewna że mogę odejść a pani mi w tej chwili nie zemgleje- uśmiechnął  się.