poniedziałek, 17 czerwca 2013

rozdział V

                                                

                                            V   

    Po wstrzymując łzy uciekłam do łazienki. 
- Co za świnia! - myślałam siedząc w jednej z kabin toalety. 
- Co za dureń! Jak on mógł mi to zrobić? Nie chcę go już znać!- myślałam że zaraz wykrzyczę te słowa, ale zamiast tego zaczęłam mocniej płakać. 
- Halo, jest tam kto? - usłyszałam ciepły kobiecy głos. 
Odpowiedziałam jej ciszą.
- Czy mogła bym jakoś pomóc? - nie dawała za wygraną. 
- Nie nie trzeba ale dziękuję. - zebrałam się do kupy i wyszłam z kabiny. 
- A mi się wydaję że jednak mogę. A tak na marginesie to jestem  Marina a ty? 
- Julia - opowiedziałam bez entuzjazmu podnosząc się z nad umywalki. 
Teraz ją ujrzałam. Była to bardzo szczupła kobieta o krótkich blond włosach,niebieskich oczach a ze stroju przypominała lekko hipiskę. 
Jasno różowa bluzka na krótki rękaw włożona była do długiej spódnicy w kwiaty. 
- A ty kto psycholog?!- rzuciłam ostro. 
- Po nie kąt. Z wykształcenia jestem psychologiem a na co dzień prowadzę restauracyjkę. - widać było że moja odzywka jej nie zniechęciła. 
- To co, teraz powiesz mi co się wydarzyło? 
- Nie, przestań nie będę na ciebie zwalać moich problemów. - odmówiłam. 
Marina usiadła na umywalce i z lekkim uśmiechem na twarzy powiedziała: 
- Zwalaj.
Nie miałam wyboru, musiałam opowiedzieć jej całą historię. Gdy z kończyłam poczułam ulgę że mogłam się komuś wygadać i jakby całe powietrze ze mnie uszło. 
- I co teraz zamierzasz zrobić? 
- Nie mam pojęcia. Wydaje mi się że najlepszym sposobem będzie złożenie rezygnacji.
- I stracenie szansy na spełnienie marzeń to też część tego wspaniałego pomysłu? - moja nowa znajoma powiedziała to z taką miną i z taką nutą w głosie że zaczęłam jej wierzyć że posiada wykształcenie psychologiczne. Ale nie to było naj ważniejsze. Ważne było to że ma rację. To była dla mnie olbrzymia szansa. I teraz miałam to wszystko stracić??? Oj nie!
- Tak masz rację! Pójdę tam teraz i udam że nic się nie stało. Będę pracować i nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi! 

 Zdecydowanym krokiem weszłam do sekretariatu. Usiadłam przed komputerem. Na wyświetlaczu pojawił się napis zaloguj się a nad nim logo firmy. Nie miałam wyboru, musiałam spytać Violetty o hasło. No cóż, raz kozie śmierć. 

- Violetta, czy mogła byś podać mi hasło do komputery? - postanowiłam że nie będę się ceregielić. 
- Ta, taka mądra jesteś a hasła nie umiesz wpisać?- od powiedziała drwiąco.
- Możesz sobie darować. Chciałam się tylko dowiedzieć jak brzmi hasło. 
- A magiczne słowo?- nie dawała za wygraną. 
Huu... odetchnęłam  głęboko. 
- Violetto, czy była byś tak uprzejma i podałabyś mi login do komputera? Proszę. 
- No dobra niech Ci będzie hasło brzmi: Pingwin. - powiedziała prawie szeptem. 
- I to naprawdę Cię bawi? Sorry jeżeli w jakiś sposób Cię uraziłam ale naprawdę nie mam ochoty na te twoje gierki. 
- Jejku jej ale się nadęłaś, uważaj bo jeszcze dostaniesz zmarszczek. Hasło to Stefan od małej litery. 
- Dziękuję.- podziękowałam szorstko i tym samym zakończyłam naszą "drobną'' wyminę zdań. 
Gdy login został zaktualizowany wreszcie  mogłam zacząć pracę. Ale jaką pracę? I znowu jedynym źródłem informacji była Violetta. 
- Czy przypadkiem nie ma jakiegoś zadania, które mogła bym wykonać?- spytałam nie oczekując konkretnej odpowiedzi.  
Ku mojemu zdziwieniu moją ZNAJOMĄ ucieszyło to pytanie. 
Dała znak głową na kupkę papierów leżącą na jej biurku tym samym wyjmując z szuflady pilniczek do paznokci. 
- Każdy papier skseruj sześć razy i włóż do osobnych teczek. Potem zanieś je do wszystkich działów razem z naszym biurem. - orzekła sumiennie piłując sobie paznokcie. 
- A czy przypadkiem to ty nie miałaś tego zrobić? 
- Mooożliwe, ale to ty palisz się do pracy więc co ci za różnica? 
Nie chciałam tego przyznać ale miała rację. Wszystko było lepsze od siedzenia tam i wyczekiwanie na wyjście Marka z gabinetu. 
- Dobra no niech ci będzie. To gdzie jest ta kopiarka? 
-Jest u informatyków. Chyba wiesz gdzie jest ich pracownia? 
- Tak wiem, wiem. 
Wzięłam kupkę papierów teczki i poszłam. 
Stanęłam przed drzwiami z napisem: Pracownia informatyczna
I co ja mam teraz zrobić? Zapukać i po prostu wejść? Przecież tamci ludzie mnie nie znają. Ogarnij się dziewczyno? Ochrzaniłam sama siebie. Po prostu zapukałam i weszłam. 
Przy komputerach nikogo nie było, w ogóle w całym pomieszczeniu świeciło pustkami. Postanowiłam znaleźć kopiarkę, zrobić swoje i wyjść. Poza tym, na pewno zaraz ktoś się tutaj zjawi. 
Obeszłam całość do o koła. Nigdzie nie znalazłam potrzebnego mi sprzętu. Nagle  na w rogu pokoju zobaczyłam parawan. Poszłam tam. Okazało się że jest tam drugi mini pokoik ze wszelkimi elektronicznymi sprzętami typu tablicy inter aktywnej czy głośników. Z łatwością znalazłam kopiarkę i włączyłam ją. Kiedy właśnie próbowałam znaleźć guzik odpowiadający za ilość kopi usłyszałam że do sali ktoś wszedł. Dwa głosy (z których jeden należał do dziewczyny Marka) rozmawiały półszeptem  wyraźnie próbując zatuszować rozmowę. O co chodzi?




Ten rozdział był trochę nudny ale obiecuję że następny będzie lepszy. Przepraszam że tak długo nie pisałam ale zbliża się koniec roku i nie miałam zbytnio czasu na  pisanie. Obiecuje jednak że postaram się nadrobić ile tylko mogę. 

PS 
Proszę komentujcie bo wtedy mam pewność że ktoś w ogóle czyta mojego bloga. Zrobimy tak: 5 komentarzy i następny rozdział. Można z anonima.




sobota, 8 czerwca 2013

rozdział IV

                                                               
                                                                          IV 

   Byłam przerażona, serce podchodziło mi do gardła. Zdecydowałam że na razie postaram się unikać Marka chociaż przez pewien czas do póki wszystko się nie uspokoi. A teraz co? 
- Julia? Co ty tutaj robisz?! - Marek był wyraźnie zaskoczony. 
- Ja... ja przyszłam do pracy- bąknęłam nie wiedząc co więcej dodać. 
- To ty masz być tą nową sekretarka?- spytał a oczy mu błysnęły. 
- Tak... no chyba jakoś tak się złożyło. Przysięgam że nie wiedziałam... że ty tu...- starałam się jakkolwiek usprawiedliwić. 
- To, no... Ale no dobra, y... przecież właściwie przyszłaś tu do pracy. To ja... poczekaj chwilę wezmę teczkę i objaśnię Ci wszystko.- widać było że przejął się moim przyjściem i stał się roztrzepany. 
- Nie ma sprawy to ja może poczekam- mówiąc to wskazałam na drzwi. 
Właśnie miałam wyjść gdy usłyszałam za sobą: 
- Poczekaj! 
Odwróciłam się. Marek zbliżył się do mnie. 
- Posłuchaj,  może powinniśmy pogadać o tym no wiesz co wydarzyło się wczoraj. Może pójdźmy do jakiejś kawiarni albo no nie wiem gdzie wolisz? - jego głos był rozdygotany ale zdecydowany. 
Spojrzałam mu głęboko w oczy. Musiałam wiedzieć czy to co stało się wczorajszego popołudnia było prawdziwe, coś w środku mówiło mi że to jedyny sposób aby się tego dowiedzieć. I po chwili już wiedziałam. On, właśnie on jest tym z którym chciałabym spełnić resztę życia. Zbliżyliśmy się do siebie nadal patrząc patrząc sobie przenikliwie w oczy i... do biura weszła jakaś kobieta. 
- Posłuchaj mam tu parę papierków do podpisania... - powiedziała nie zwracając na mnie uwagi kobieta. 
Widać było że to prawdziwa bizneswomen. Miała wysoko usytuowaną spódnicę, białą bluzkę, czarne szpilki, i (wyglądającą drogo) srebrną biżuterię. 
- O! Może przeszkadzam?- zareagowała kobieta w końcu zauważywszy moją osobę. 
- Nie, nie ależ skąd! - Marek wykazał się refleksem. 
- To moja nowa sekretarka właśnie miałem jej wytłumaczyć na czym będzie polegała jej praca. I to wszystko. - dodał. 
- Ach tak faktycznie Stefan coś wspominał. - kobietę chyba nie zaskoczyła ta sytuacja. 
- Witam! Nazywam się Agata Fresten i jestem szefową działu reportażu. A pani to? 
- Julia. Julia Kamińska. - podałam jej rękę.
- Widzę że poznała pani już mojego chłopaka. - mówiąc to podeszła do  (MOJEGO!) ukochanego pocałowała go w policzek i włożyła mu rękę pod ramię. 
Wbiło mnie w podłogę. Jak on mógł tak mnie oszukać? Byłam wściekła! To pewnie zwykły podrywacz! Jak mogłam się tak pomylić?!
- Tak poznałam. - odpowiedziałam powstrzymując złość. 
- To ja może już nie będę przeszkadzać. - i nie czekając aż któreś z nich cokolwiek powie, wyszłam.