piątek, 17 maja 2013

Rozdział II

                                                                    II 



     -Dostałam pracę! Niech tylko Karolina się o tym dowie.- mówiłam do siebie wychodząc z budynku.
- Część!- nagle zza rogu wyłonił się Marek.
- O hej! Nie myślałam, że na poważnie wziąłeś tą naszą rozmowę- byłam miło zaskoczona.
- Bardzo serio! No to co idziemy? Znam tu nie złą kawiarnie nie daleko.
- No chyba nie mam innego wyjścia o ile się nie mylę to już ci to obiecałam- odpowiedziałam z uśmiechem.
Okazało się że kawiarnia o której wspomniał była w Ogrodzie saskim.
- Nie chcę być wścibska, ale co robiłeś w tedy w firmie?- starałam zacząć jakoś rozmowę.
- W tamtej konkretnej chwili spieszyłem się na ważne spotkanie, kiedy jakiś klocek zagrodził mi drogę- zaśmiał się.
- Jesteś okropny- również się zaśmiałam i pchnęłam go z przekąsem.
- Zaczynasz się?- mówiąc to podszedł do mnie i zaczął mnie łaskotać.
Gdy doszliśmy do Ogrodu saskiego zaczęło robić się szaro a po chwili spadł ulewny deszcz.
- Choć za mną!- krzyknął Marek i wziął mnie za dłoń.
Gdy tak biegliśmy coś we mnie drgnęło. Poczułam że przy Marku mogła bym spędzić całe życie.
- Już nie daleko!- zawołał uśmiechając się promiennie.
Zobaczyłam że przed nami rozciąga się mostek który prowadzi na drugą stronę jeziora.
Most wyglądał jakby był w trakcie budowy. Choć widać było że jest solidnie zrobiony to jednak nie posiadał poręczy.
-Czy to na pewno bezpieczne?- spytałam przekrzykując ulewny deszcz.
- Zaufaj mi- odpowiedział.
Wbiegliśmy na most. Zupełnie zapomniałam że założyłam buty na obcasie. W pewnej chwil poślizgnęłam się i puściłam dłoń Marka, byłam pewna że zaraz wpadnę do jeziora, które na moje nieszczęście nie należało do najpłytszych. Zamknęłam oczy.
Nagle poczułam mocny chwyt w okolicach nadgarstka. To był Marek.                    Przyciągnął mnie do siebie i złapał w pasie patrząc mi głęboko w oczy. Poczułam coś czego nie czułam nigdy w życiu po prostu czułam że to ten moment. On chyba też.
Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i … pocałował.                                  To było niesamowite! Jakby cały świat się nie liczył. Byłam tylko ja i on. Nic nie miało większego sensu, nawet ten deszcz, czy to że dostałam pracę. Nasz pocałunek był bardzo namiętny. Czułam że trwa lata a zarazem sekundę. Po prostu jakby czas się zatrzymał.
Już wiedziałam że choćby nie wiem co to musimy być razem i nic ani nikt tego nie zmieni! 


To była dalsze część powieści pod tytułem " Julia". Jestem wam szalenie wdzięczna że czytacie mojego bloga. Chciała bym jednak abyście wstawiali komentarze żebym miała 100% pewności. Z góry dziękuję!

2 komentarze:

  1. Dziękuję ;* Czekam na następny z nieciepliwością ;* No szybko, szybko <3

    OdpowiedzUsuń